Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj ) Kanał IRC ·



 
Reply to this topicStart new topic
Zapisy do Chaya, It's time to start :>
Chay
post pią, 20 lip 2012 - 21:26
Post #1


#C5B358
Grupa: Użytkownicy
Postów: 567
Rare Candy: 0



Witam wszystkich! Otrzymałem posadę pełnoprawnego MG, więc zakładam temat do zapisów.

Zacznijmy od formularza:

CODE


[b]Imię:[/b]
[b]Nazwisko*:[/b]
[b]Płeć:[/b]
[b]Wiek:[/b]
[b]Wygląd postaci:[/b] Poproszę opis. Nie wymagam dwudziestu linijek, starczy kilka zdań, jednak dobrze byłoby, żeby nie zawierały błędów :)
[b]Charakter postaci:[/b] jw.
[b]Region:[/b] Dwóch ostatnich regionów nie znam, więc nie prowadzę w nich gry.
[b]Miasto Początkowe:[/b]
[b]Starter:[/b] Musi być formą podstawową, nie może być legendą.
[b]Historia:[/b]
[b]Cel:[/b]
[b]Profesja:[/b]
[b]Prośby*:[/b]

* - nieobowiązkowe


Czego wymagam w podaniu? Oczywiście wysokiego poziomu. Musicie umieć się sprzedać tym, co przedstawicie ; ) Mogę przyjąć grę, gdzie bohater ma dziesięć lat i wyrusza w podróż, why not, jednak muszą być zachowane zasady polskiej pisowni. Jeśli będzie zbyt dużo rażących błędów, to przykro mi, ale nie przyjmę.

Gdy kogoś wezmę pod swe skrzydła, lojalnie uprzedzam, stawiam na aktywność. Nie lubię, jeśli gracz zwleka z odpisami. Nie zamierzam czekać miesiąca na odpowiedź. Dwa tygodnie to max, jaki przeznaczam na odpis. I coś, co jest dla mnie bardzo, ale to bardzo ważne. MUSICIE PROWADZIĆ SYGNATURĘ. Bez tego stworzy się galimatias.

Czego możecie się spodziewać z mojej strony? Zwrotów akcji, mylenia imion bohaterów (:P), specyficznego humoru, kilku odpisów na dzień (razem z Taiką trzaskaliśmy po półtorej strony), ciekawych zdarzeń w grze, stworków autorstwa Pokekoksa (Tanorb/Skay) i wiele innych.

Przed złożeniem podania, prosiłbym o prześledzenie tematów w moim dziale.

Oto próbka moich sił: http://forum.pokemonpl.net/gra-taiki-trenerska-t28431.html

That's all : >

Ten post został edytowany przez Chay: czw, 31 sty 2013 - 23:57


--------------------
Sygnatura

MG: Messi
Postać: John Carter
Wygląd: Chłopak. Tak, to już wiele mówi. Dokładniej? Nie różni się niczym nadzwyczajnym od przeciętnych osób w jego wieku. Bluza wraz z czarnym drasem, oplatana złotymi motywami (frotka, nogawki). Twarz zawsze uśmiechnięta i napawajaca optymizmem, wyraźne rysy i lekka grzywka opadająca na czoło.
Wiek: Sweet Sixteen
Przedmioty: Pokedex
Kasa:
Pokemony:
1.user posted image
Imię: #133Eevee - Sandy
Płeć: Men
Typ: Normalny
Ataki: Uderzenie ciałem (Tackle), Piaskowy atak (Sand-attack), Ugryzienie (Bite), Szybki atak (Quick Attack), Drapanie (Scratch), Cios błotem (Mud-slap)
[center]Pokemony w boxie:[/center]

[center]Towarzysze:[/center]

Pokemony:
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Kayuree
post nie, 22 lip 2012 - 17:27
Post #2


Imperator
Grupa: Użytkownicy
Postów: 90
Rare Candy: 0



No cóż, spróbuję z moją starą historią :)

Imię: James
Nazwisko*: Warden
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 54
Wygląd postaci: Warden jest dobrze zbudowanym mężczyzną o zielonych oczach i długich, siwych włosach sięgających mu do ramion. Posiada także średniej długości brodę. Zwykle ubiera się w stroje o ciemnych barwach.
Charakter postaci: James nie lubi przebywać i rozmawiać z ludźmi. Jednak podczas rozmowy zawsze zachowuje uprzejmość. Jego cecha wrodzona to cierpliwość.
Region: Kanto
Miasto Początkowe: Pewter City
Starter: Sam wybierz jakiegoś ;)
Historia: Wszechświat dzieli się na trzy światy: Świat ludzi (Inaczej Ziemia), Świat pokemonów i Para świat. Wszystkie połączone są portalami wyglądającymi jak jak tornada, ale niemającymi jego mocy. Niestety bramy te pojawiają się bardzo rzadko, często w niedostępnych miejscach i na krótko np. portal prowadzący do Para świata pojawił się na zachodniej stronie Plutona i zniknął po trzech minutach. Położenie bramy może się również zmienić w kilka sekund, więc jeśli chce ją znaleźć niezbędne są dokładne kalkulacje. Bramy z Ziemi do Para świata i na odwrót pojawiają się mniej więcej co miesiąc, ale portalu do Świata pokemonów nigdy nie widziano i dlatego ludzie z Ziemi i Para świata nie wiedzą, że w ogóle taki świat istnieje. Jednak w obliczu odkrycia Para świata należy zadać sobie pytanie: Czy ludzkość prawidłowo interpretowała własną historię? Czy opuszczenie biblijnego raju mogło być przejściem do innego świata? Czy biblijne wrota do nieba mogły być bramą pomiędzy wymiarami? Analizując Biblię i stare mity pod kątem takiej tezy można znaleźć zaskakująco dużo prawidłowości. Niemal na każdym kontynencie pojawiały się podania o smokach. Czy możliwe, że te smoki mogły być dinozaurami przedostającymi się do naszego świata, za pomocą bram między wymiarowych? Wskazują na to nie tylko mity, ale również ryciny, na których smoki są bardzo podobne do prehistorycznych jaszczurów. A gdyby Egipcjanie wiedzieli o bramach między światowych? Czyż nie mogli by wykorzystać dinozaurów do budowy piramid?

James urodził się w Wielkiej Brytanii, w bardzo biednej rodzinie. Miał ciężkie dzieciństwo, a kiedy dowiedział się, że kiedyś na tej planecie nie było ludzi tylko wielkie stwory, zwane dinozaurami, był zafascynowany. Od razu zainteresował się prehistorią. Już mając piętnaście lat zaczął swoje badania. Odkrył właśnie wtedy szkielet Triceratopsa, nie mający więcej niż siedemdziesiąt lat. Pięć lat później James wstąpił do organizacji, zwanej SEAS, zajmującej się również badaniem prehistorii. Tam przedstawił swoje odkrycie. Dzięki temu został wtajemniczony w prawdziwy cel organizacji. Dowiedział się, że bada ona inny, nie dawno odkryty przez nich wymiar. Nazwali oni go Para światem. Dowiedział się również, że żyją takie stworzenia, które na Ziemi dawno wymarły, jak dinozaury i mamuty. Wtedy ta organizacja jako jedyna potrafiła posługiwać się bramami między wymiarowymi. Przez lata SEAS stało się potężną, tajną organizacją, której wrogowie byli, albo dyskredytowani, albo wysyłani do innego świata na zawsze. W związku z brakiem w Para świecie elektryczności i niestabilnością plastiku skupiła się ona na starych, ale sprawdzonych sposobach, takich jak para wodna. Mając czterdzieści dwa lata Warden został wysłany na misję do drugiego wymiaru. Miał złapać duży okaz Velociraptora. Wypełnił ją i wrócił na Ziemię. Dwa lata później dostał kolejne zadanie. Wszedł do Para świata i niestety zaginął gdzieś w lasach. SEAS podejrzewało, że został zjedzony przez jakiegoś dużego drapieżnika. Jednak tak się nie stało. James zamieszkał w dżungli, w zbudowanym przez siebie domku i okazało się, że oswoił groźnego drapieżcę - Allozaura. Kiedy Warden miał czterdzieści siedem lat przybyli do niego ludzie: kobieta i dwóch mężczyzn. Opowiedzieli mu jak przypadkiem znaleźli się w tym świecie, i że ich cel to wrócić z powrotem na Ziemię. Staruszek pomóc, co jednak nie było łatwe i było działalnością przeciw swojej organizacji. Wymagało to dużo przemocy. Najpierw poprosił o pomoc Klan Smoka (jedno z tutejszych plemion). Udało mu się nakłonić go do pomocy. Zebrali swoją armię. Byli to samuraje, łucznicy, włócznicy i jeżdżący na dinozaurach wojownicy. Niestety SEAS miało ogromną przewagę. Mieli oni roboty bojowe, pistolety i strzelby. Kiedy do boju zostało wysłanych około dwustu samurajów zostali oni natychmiast zabici przez strzelców i roboty. Nawet olbrzymie Saltazaury nie dały rady w starciu z maszynowymi Triceratopsami i wojownikami. Jedyna szansą na zwycięstwo było zabicie przywódcy organizacji - Jarvisa Babbita. Do bazy SEAS zostali wysłani najlepsi ludzie. Ninja, sumo, wszystkie Saltazaury dwie najlepsze jednostki bojowe Klanu Smoka czyli Sejsmozaury. Wyruszyło tam też mnóstwo jeźdźców na Barionyksach i Parazourolofach z działkiem. Niestety oni również ponieśli porażkę. James zrozumiał, że jedno plemię nie może wygrać z tak ogromną organizacją i to jeszcze z ich nowoczesnym wyposażeniem. Postanowił poprosić o pomoc pozostałe dwa plemiona: Pustynnych Jeźdźców i Nordów. Zgodzili się, ale z dziwną niechęcią. Po pokonaniu organizacji SEAS dziwni ludzie, którzy przybyli do Wardena wrócili na Ziemię. James jednak wolał zostać. Wtedy plemiona zaatakowały nagle Klan Smoka. Bojowe Mamuty i Triceratopsy Nordów, oraz Brachiozaury i Tyranozaury Pustynnych Jeźdźców niszczyły bazę osłabionego przez wojnę Klanu Smoka. James nie spodziewał się takiego obrotu akcji, ale pomógł bronić bazę nasyłając na dwa wrogie plemiona przeróżne drapieżne dinozaury takie jak Velociraptory i Allozaury. Nie wysłał do boju jednak swojego. Bał się o jego życie, a on był jego jedynym przyjacielem. Staruszek w boju stracił lewą rękę. Klan zdołał odeprzeć atak, ale odnieśli ogromne straty. Wszystkie budynki było podpalone, alb zniszczone całkowicie. Z wojska przeżyło tylko paru ludzi i dinozaurów. Warden wiedział, że nie zdołają odeprzeć kolejnych ataków i dlatego wyniósł się z osady. Od teraz przemierzał świat na swoim Allozaurze, zastanawiając się nad sensem istnienia. Dlaczego nie wrócił na Ziemię, gdy była szansa? Dlaczego skazał samego siebie na śmierć? Nagle ujrzał tornado. Razem z dinozaurem wpadł w nie. Już myślał, że umrze, gdy wylądował na czymś twardym. W jego głowie pojawiła się myśl o Ziemi. Niestety pomylił się. nie był na niej Był w Innym świecie. To był wymiar pokemonów.

Minął dzień. James wszedł do miasta. Nie było tam żywej duszy. Było to raczej dobrze, bo zaraz cały tłum pytał by się o Allozaura co to za stworzenie. Warden wszedł do PokeCenter. Siostra Joy na widok dinozaura prawie zemdlała.
- Coo... tttoo zaaa ppokemon? Czy jest groźny dla otoczenia? - Jąkała się na początku, ale potem spytała stanowczo. James jej wszystko wyjaśnił. Od tej pory Allozaur zamieszkał u siostry Joy. Nie widział go żaden człowiek z miasta. Staruszek zaprogramował w tamtym świecie specjalny PokeDex z informacjami o wymarłych pokemonach. Wtedy nic nie wiedział o żadnych PokeBallach czy o innych takich rzeczach. Badał wtedy prehistorię tamtego świata i nic innego go nie obchodziło, jednak codziennie odwiedzał swojego Allozaura. Pewnego dnia postanowił razem z nim wyruszyć w świat i odnaleźć pokemony prehistoryczne. Przed podróżą Siostra Joy wyjaśniła mu co to PokeBall. Nie miał żadnego, więc postanowił najpierw wybrać się do jakiegoś profesora, który je daje (z wypowiedzi Joy zrozumiał, że nazywa się on Oak), a potem nie tylko zobaczyć wymarłe pokemony, ale również je złapać. Wziął od Siostry Joy swojego zwierzaka i wyruszył do Oaka.
Cel: Znaleźć i być może złapać wymarłe pokemony, a także spróbować wrócić na Ziemię.
Profesja: Naukowiec, po części trener.
Prośby*: Chciałem tylko napisać, że może moja postać jest dość stara, ale w Para świecie ludzie nie umierają ze starości (przynajmniej nie zauważono takiego przypadku), a James spędził tam sporo czasu, więc kondycję ma może tak 35-latka.


--------------------

Go to the top of the page
 
+Quote Post
Chay
post nie, 22 lip 2012 - 22:38
Post #3


#C5B358
Grupa: Użytkownicy
Postów: 567
Rare Candy: 0



Hmm... Pod względem technicznym prawie bez zarzutu. Żadnego ortografa nie znalazłem, czasem za dużo przecinków i ogromna tendencja do stosowania imiesłowów, ale to może razi tylko mnie. W każdym bądź razie, historia taka naciągana. Miało być cud-miód, niestety nie podoba mi się. Oczywiście pomysł fajny, jednakże ciężko będzie mi się w nim odnaleźć, nie mówiąc już o tym, że wyzwaniem jest dla mnie ogarnięcie gry, gdzie 54 letni facet podróżuje po świecie pokemon. Do poprawy. Chodzi mi o to, byś stworzył inną historię, lecz prosiłbym o mnie science-fiction, bo naprawdę aż tym mi zalatuje ; p


--------------------
Sygnatura

MG: Messi
Postać: John Carter
Wygląd: Chłopak. Tak, to już wiele mówi. Dokładniej? Nie różni się niczym nadzwyczajnym od przeciętnych osób w jego wieku. Bluza wraz z czarnym drasem, oplatana złotymi motywami (frotka, nogawki). Twarz zawsze uśmiechnięta i napawajaca optymizmem, wyraźne rysy i lekka grzywka opadająca na czoło.
Wiek: Sweet Sixteen
Przedmioty: Pokedex
Kasa:
Pokemony:
1.user posted image
Imię: #133Eevee - Sandy
Płeć: Men
Typ: Normalny
Ataki: Uderzenie ciałem (Tackle), Piaskowy atak (Sand-attack), Ugryzienie (Bite), Szybki atak (Quick Attack), Drapanie (Scratch), Cios błotem (Mud-slap)
[center]Pokemony w boxie:[/center]

[center]Towarzysze:[/center]

Pokemony:
Go to the top of the page
 
+Quote Post
MorganDragstone
post pon, 07 sty 2013 - 17:10
Post #4



Grupa: Użytkownicy
Postów: 7
Rare Candy: 0



Imię: Arnos
Nazwisko*:
Płeć: mężczyzna
Wiek: 19 lat
Wygląd postaci: Miastowa dziewczynka w ubogim stroju. Sukienka jakby zrobiona z szarego prześcieradła, sięgająca aż do kostek. Włosy uwiązane w stabilny kok, o ciemnobrązowym kolorze z szarzejącymi w otoczeniu niebieskimi oczami. W drewnianych chodakach. O wyraźnych rysach twarzy, małych ustach i pięknym uśmiechu.
Charakter postaci: Smutna, zamknięta w sobie, tęskniąca za rodziną. A przed wojną radosna, uśmiechnięta, piękna mała dziewczynka. jw.
Region: Kanto
Miasto Początkowe: Pallet Town
Starter: Mankey
Historia: Normalna zwyczajna rodzina, jest ojciec, matka oraz ukochana babcia. Małej Arnos nic więcej nie obchodziło, nie myślała co będzie potem. Tak jak każda mała istotka cieszyła się chwilą życia. Trudno jej się dziwić miała w końcu 5 lat. Jej świat to były najprzeróżniejsze zabawy, podwórko i oczywiście rozrabianie. Kanto za to gdzie mieszkała dziewczynka było miastem spokojne tak jak jego mieszkańcy. Nic mu nie zagrażało od wieków, i zawsze każdy miał co do garnka włożyć. Pokemony i ludzie żyli w zgodzie od pokoleń. I wszyscy mieli nadzieję że tak pozostanie na zawsze. Owszem walki trenerów zdarzały się często, a większość widowni to były dzieci. Ojciec Arnos był botanikiem, a matka pielęgnowała i chowała u siebie w ogródku pokemony. Najprzeróżniejsze pokemony. Miło było popatrzeć kiedy mała dziewczynka chodziła między zagrodami które mieściły nawet i po kilkanaście stworków. Które były często zagłaskiwane przez Arnos, i prawie zawsze dostały małe co nieco. Babcia 5-letniego dziecka kochała ja jak nikt, i zajmowała się nią bardzo ostrożnie bo dziewczynka była dla niej jedynym i najcenniejszym skarbem.


Pewnego deszczowego popołudnia cała rodzina siedziała w domu, bo na dworze była woda po kostki, a deszcz chyba nie miał zamiaru ustąpić i przestać padać. Babcia szyła jak zawsze na drutach, w swoim uwielbionym bujanym fotelu, i w krótkich przerwach patrzyła na Arnos klękającą na podłodze i bawiącą się swoimi lalkami. Staruszka uśmiechała się przez cały czas i jednocześnie w skupieniu robiła szalik dla dziewczynki, na zimę która miała się zapoczątkować już za dwa miesiące. Mama stała przy kuchni i śpiewając jakąś wesołą piosenkę z lat swojej młodości, kiedy była jeszcze rozszalałą nastolatką. Na kuchence bulgotał pyszny gulasz z warzywami, a w drugim garnku gotowały się już pyszne ziemniaki, które dziewczynka uwielbiała. Za to z małego piekarnika dochodził pyszny zapach szarlotki, z kruchą kruszonką i słodkimi jak cukierki jabłkami z sadu. Mama kochała piec ciasta. Co niedziela rodzina była zmuszona była spróbować nowego przepisu wspaniałej pani domu. Taty w domu nie było, jak zawsze pracował teraz w szklarni nad jakimś nowym gatunkiem roślin, choć do tej pory nie wymyślił ani jednej.


W pewnym momencie na dworze rozległ się koszmar. Jeden z meteorytów które z nikąd zjawiły się w naszej atmosferze, trafił w starą szklarnię, rozwalając ja doszczętnie. Dziewczynka krzyknęła i podbiegła do mamy która była tak samo przerażona jak babcia i Arnos. Garnki pospadały z kuchenki przez małe trzęsienie ziemi wywołane uderzeniem, i wywaliły na podłogę obiad. Nagle do ich domu wpadł młody chłopak, który bez słowa podbiegł do 5-latki, złapał ją za ramię, choć ta próbowała się wyrwać. A kiedy przebiegali po podłodze nieudolnie spróbowała złapać przynajmniej swoje ukochane lalki, ale bezskutecznie. Matka ze łzami w oczach oddała dobrowolnie dziewczynkę w ręce nieznajomego chłopaka. A babcia tez bez słowa spoglądała siedząc w fotelu i odrzucając igłę na podłogę.
Kiedy matka usłyszała głośny płacz Arnos popadła w jeszcze większą rozpacz i schowała dłonie w twarz. W końcu pozostały same w domku, a następny meteoryt trafił prosto w ich dom.

Dziewczyna cicho pochlipywała i posłusznie szła po schodach prowadzących do podziemi laboratorium. Już nic nie mogła zrobić. Kiedy weszli do jasnego prawie białego pomieszczenia, wszystko wokół dziewczynki działo się tak szybko że nie rozumiała o co chodzi. Nie rozumiała rozmowy dorosłych a po kilku chwilach. Dostała zastrzyk w rękę, i ludzie wsadzili ją do tuby. Kilka chwil później kiedy zabrakło jej łez, uznała.


14 lat później…


Otworzyła oczy, na pokrywie tuby skakał mały stworek, przypominający wyglądem małpę. Walił czasami piąstkami w tubę i skrzeczał straszliwie. Dziewczyna nie wiedziała gdzie jest i co tutaj robi, a co gorsza jak się nazywa. Ale jednak widziała jedno, ten stworek właśnie ją obudził i nie była to dosyć miła pobudka. Walnęła z udawanym złym grymasem w tubę, a potworek nastroszył futerko zrobił wykrzywioną minę i uciekł. Teraz widziała już tylko lampę na suficie która biła porażająco jasnym światłem.
Po paru sekundach zamknęła oczy, i czekała co będzie dalej. Więc się doczekała, bo kilka minut po jej zamknięciu oczu, nad nią stanął dziwny człowiek łysy i w okularach. Zamachał ręką uśmiechając się serdecznie i ukazując swoje żółtawe zęby. Tuba otworzyła się, a on pomógł jej wstać łapiąc ją za rękę. Kiedy stanęła na zimnych kafelkach poczuła okropny chłód. Spojrzała na siebie i dopiero teraz zauważyła że jest kompletnie naga, bo ubranie ze względu na jej wzrost popękało. Profesor zaraz wyszedł z białego pomieszczenia. A mały futrzany stworek został ostrożnie obwąchiwał nogi nieznajomej pani. Niedługo potem przyszedł tym samym doktor, i trzymał w ręku śnieżnobiałą sukienkę, i wełniane kapcie. Pomógł jej się ubrać, po czym usiedli na ławeczce i zaczął jej coś tłumaczyć. Niewiele z tego zrozumiała, bo kompletnie nic nie pamiętała z wcześniejszych lat swojego dawnego życia. Ale do jej uszu dotarły słowa takie jak meteoryty, śmierć rodziców, zakażenie pokemonów, agresywność stworzeń. Kiedy jej to wszystko powiedział przeszli przez kilka pokojów uplecionych tą samą identyczną bielą, weszli po schodach . Przeszli przez drzwi i zobaczyli kompletnie inny świat. Wokół było zielono, świeciło słońce, a grupka ciekawych ludzi spoglądała na nią ciekawie. Arnos przypomniała sobie tą okolicę, poznała to słońce, była znowu człowiekiem.




Cel: Odnaleźć się w świecie tych ludzi. Zacząć nowe życie, poznać historię swojej rodziny. I ruszyć gdzieś daleko aby przypomnieć sobie o swojej przeszłości.
Profesja: Trenerka
Prośby*:

Ten post został edytowany przez MorganDragstone: pon, 07 sty 2013 - 17:14


--------------------
Ragnarok online - Sygnaturę możesz zmienić w Panelu kontrolnym.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Chay
post czw, 17 sty 2013 - 20:22
Post #5


#C5B358
Grupa: Użytkownicy
Postów: 567
Rare Candy: 0



Nie


--------------------
Sygnatura

MG: Messi
Postać: John Carter
Wygląd: Chłopak. Tak, to już wiele mówi. Dokładniej? Nie różni się niczym nadzwyczajnym od przeciętnych osób w jego wieku. Bluza wraz z czarnym drasem, oplatana złotymi motywami (frotka, nogawki). Twarz zawsze uśmiechnięta i napawajaca optymizmem, wyraźne rysy i lekka grzywka opadająca na czoło.
Wiek: Sweet Sixteen
Przedmioty: Pokedex
Kasa:
Pokemony:
1.user posted image
Imię: #133Eevee - Sandy
Płeć: Men
Typ: Normalny
Ataki: Uderzenie ciałem (Tackle), Piaskowy atak (Sand-attack), Ugryzienie (Bite), Szybki atak (Quick Attack), Drapanie (Scratch), Cios błotem (Mud-slap)
[center]Pokemony w boxie:[/center]

[center]Towarzysze:[/center]

Pokemony:
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Nayia
post pią, 01 lut 2013 - 00:19
Post #6


Pół-kobieta, pół-kot.
Grupa: MG
Postów: 5052
Rare Candy: 2



Imię: Karen
Nazwisko*: Mightones
Płeć: kobieta
Wiek: ok. 18-19 lat
Wygląd postaci: Dość pospolita, nieco owalna twarz, okolona ciemnoblond włosami na tyle długimi, że można je spinać w kucyki. Oczy ciemnoniebieskie. Szczupła, niewysoka (nieco ponad metr sześćdziesiąt wzrostu), drobnej i niepozornej budowy. Delikatne dłonie i rysy twarzy. Raczej się nie wyróżnia.
Początkowo paraduje w uniformie Rocketów, szybko jednak zmienia ubranie na inne.
Charakter postaci: Czasami sprawia wrażenie nieco nierozgarniętej, ale są to pozory. Można by opisać jako "chaotyczny neutralny" - nie jest zła, po prostu wierzy w słuszność swoich... a raczej swojego Zespołu celów. Pracę dla niego traktowała zawsze jak pracę w myśl zasady "historię piszą zwycięzcy". Do celu dąży za wszelką cenę, nie brak jest jej sprytu, chociaż czasami jest "w zbyt gorącej wodzie kąpana" i działa pod wpływem impulsu, nie rozsądku, co często kończy się katastrofą. Jest to ten typ osoby, która dobrze się czuje wykonując rozkazy, kiedy ktoś za nią organizuje jej pracę i to, co ma robić, a czego nie - dlatego początkowo jest nieco zagubiona i nie wie do końca, co robić.
Region: Kanto, oczywiście.
Miasto Początkowe: Gdzieś za Saffron.
Starter: Wymyśl coś... ogółem jako Rocketka z krwi i kości miała wszystko wyewoluowane, więc albo któryś ze starych przetrwał, albo będzie musiała sobie radzić z zupełnie nowym...
Historia: To był Armagedon. Istna zagłada. A za jej sprawką stała trójka niepozornych gówniarzy. Trójka gnojków, których mogliśmy się pozbyć w dowolnym momencie ich radosnej podróży... Ale zacznijmy od początku.

Nazywam się Karen Mightones. Ale większość ludzi zwraca się do mnie po prostu Kara. Od kilku dobrych lat trenuję pokemony. I, tak, jestem członkiem Zespołu Rocket.
W każdej organizacji jest określony porządek - są dowódcy, ich dowódcy i liderzy, a na samym szczycie Wielki Szef. W każdej organizacji jest też multum szeregowców. O szeregowcach często się zapomina - są jedynie tłem, statystami, tłumem, będącym oprawką dla poczynań liderów i bohaterów danej organizacji. Ja byłam po prostu takim właśnie niewyróżniającym się szeregowcem.
Moje wyniki? Średnie. Wykonywałam rozkazy dobrze, ale nigdy niczym szczególnym się nie wyróżniłam. Właściwie nieco wyróżnia mnie fakt, że jestem kobietą. Ale nieszczególnie. Było jeszcze kilka takich jak ja, równie nijakich i nie wybijających się z tłumu. I tak wszyscy mamy takie same uniformy.
Do organizacji przyłączyłam się jakieś dwa lata temu. Co mnie skusiło? Łatwy zarobek? Wolność, jaką daje bycie ponad prawem? Brak celu w życiu? Być może. A może wszystkiego po trochu. Tak czy siak dołączyłam do niesławnych "Rakietowców" - wtedy jeszcze ich działania były dość dyskretne. Być może ktoś mnie widział i zapamiętał... To ja brałam udział w poszukiwaniach Mew (a kto nie brał?). Ja też byłam w tej przeklętej jaskini, kiedy uległa zawaleniu. Tak. Cóż. Księżycowego Kamienia, niestety, nie udało nam się znaleźć. Walczyłam też na Wyspie Morskiej Piany, kiedy udało nam się schwytać legendarnego Articuno. To ja pierwsza zauważyłam, kiedy lód wokół niego zaczął pękać. I ja biegłam w pierwszym szeregu, kiedy próbował uciec.
Tak, tak, nie mylicie się. Należę do Szwadronu Kogi. Dlatego moje pokemony to głównie pokemony trujące.
Słyszał ktoś o tym, co miało miejsce w Saffron, kiedy opanowaliśmy miasto? Wstyd i hańba - wielki Zespół Rocket pokonany przez trójkę dzieciaków. Podpaliły budynek, zasmarkane gówniarze. Nie mogłam w to uwierzyć, nadal nie mogę... No i, cóż, musieliśmy zwyczajnie uciekać...

Budynek płonął. Zdaje się, że podczas walki, z którymś z liderów, jeden z dzieciaków wypuścił jakiegoś ognistego pokemona... Tak, to był Charizard. O rany... i to mają być ci dobrzy? Podpalili cały budynek, zniszczyli mienie miasta - ale to my jesteśmy zbrodniarzami? Do licha! A tak w ogóle, to chyba jakaś kpina, żeby niewielka grupka gnojków z nami WYGRYWAŁA?
Z budynku wypadł jeden z naszych. Potknął się o własne nogi, ale jakoś złapał równowagę. Za nim już biegło kilku innych.
- Uciekamy! - usłyszałam jego głos. - Pełna ewakuacja! Każdy dba o siebie!
Skinęłam głową. A więc przyszedł czas na najgorsze: Zespół Rocket przegrał tę największą walkę. I to przegrał z dzieciakami! Poczułam, jak policzki płoną mi ze wstydu.
Wielu moich towarzyszy, zarówno tych, którzy pozostali na zewnątrz, jak i tych, którzy wybiegali z budynku, gnało już w strony bram. Już miałam udać się tam za nimi, gdy coś mnie tknęło. A co z naszymi liderami? I dowódcami? Oni zostali w środku! Podbiegłam za załom jakiegoś budynku i przyczaiłam się, zaciskając zęby. Dzięki temu miałam okazję obserwować, jak budynek korporacji Sliph powoli osuwa się i wali. Przerażający widok.
Nikt z niego nie uciekał. Ani dzieciaki, ani nasi dowódcy. To było mocno niepokojące. A policja już spieszyła w tamtym kierunku. Nie miałam szans. Cofnęłam się w cień. Chociaż nie byłam szczególnie wierząca, modliłam się teraz, aby udało mi się dotrzeć do bramy. Biegłam, kryjąc się cały czas, w wybranym na chybił-trafił kierunku - bramy są cztery. Grunt to się wydostać - za murami Saffron będę bezpieczna.
A tu niespodzianka. Przy bramach czekali już ludzie - a część Rakietowców była już wyłapana. Za mną zbliżała się też nagonka ścigająca tych, którzy próbowali uciekać. Byłam w pułapce. Wszyscy byliśmy. Nie miałam większego wyboru.
- Muk! Arbok! - zawołałam, wyrzucając obydwa pokeballe. - Ewakuacja!
Wskoczyłam na grzbiet węża, a potężna kupa błota, toksyn i innych świństw, z której składało się ciało mojego Muka, natychmiast runęła ku przeciwnikom. Musiałam ich zaskoczyć, zanim załapią, co się dzieje i zaskoczą mnie.
- Toksyna! - wrzasnęłam.
Ludzie już otrząsnęli się z szoku wywołanym żywą lawiną błota i wyciągali pokeballe, broń i co tam jeszcze mieli. Kilku biegło w moim kierunku, a ja ściskając kolanami grzbiet Arboka, przytuliłam się do niego.
- Chytre spojrzenie - syknęłam. - Musimy się przedrzeć!
Ludzie mieli przewagę. Sięgnęłam po ostatnie dwa balle.
- Venomoth! - krzyknęłam, wypuszczając pokemona z kuli. - Trujący pył!
Co mi po uśpieniu, skoro jest ich tak wielu? Musiałam się przedrzeć za wszelką cenę. Nawet za cenę ich życia. Zresztą: albo oni, albo ja, taka prawda.
Venomoth zaczął machać skrzydłami ponad tłumem, produkując trujący pył. Zakryłam twarz, ciesząc się, że Arbok i Muk są odporne na truciznę. Sięgnęłam po ostatni ball.
Nie zdołałam jednak wypuścić pokemona. Coś uderzyło mnie silnie w rękę. Chwilę potem zostało zmiotnięte ogonem Arboka - to był Pidgeott. Ukłuł mnie dziobem - z rany na wierzchu dłoni sączyła się krew. Ball jednak zniknął gdzieś pod stopami napierającego tłumu. Arbok spojrzał na mnie. Pokręciłam głową, zaciskając zęby. Nie, nie mamy dość czasu. Ten pokemon jest już na straty.
- Veno... - zaczęłam, ale w tym momencie jakiś świetlisty atak przebił skrzydło mojego pokemona. - Venomoth! - wrzasnęłam, po czym zrobiłam unik przed kolejnym Pidgeotto.
Mój pokemon spadł, wirując w stronę tłumu. Zacisnęłam zęby i oczy w bezsilnej wściekłości i ścisnęłam Arboka kolanami.
- Szybciej! - syknęłam.
Obok Muk robił, co mógł, aby jakoś wywalczyć nam przejście, ale widziałam, że i on już opada z sił...

Tak więc masakra. Udało mi się uciec, ale nie wiedziałam, ilu z nas przetrwało. Ilu z nas zdołało uciec, uniknąć więzienia i się przyczaić. Byłam... zagubiona. Po raz pierwszy od dawna byłam zdana zupełnie na siebie, kompletnie nie wiedząc, co dalej robić. Szukać ludzi? A może spróbować zapomnieć i odzyskać dawne życie, życie sprzed przyłączenia do Zespołu Rocket? Gdybym tylko wiedziała, co się stało z dowódcami... i naszym przywódcą... gdybym tylko miała pewność, że żyją, że uniknęli więzienia... że to nie koniec Zespołu Rocket.
Byłam sama. Z jednym, jedynym pokemonem, jaki mi pozostał. Moje szanse na przetrwania? Niemal zerowe. Niemniej musiałam podjąć walkę... i dalszą ucieczkę.
Cel: (po odkryciu, że nie złapano dowódców) odnaleźć innych ocalałych członków Zespołu Rocket i pomóc odbudować jego potęgę. Do tego czasu jednak jedynie przetrwać.
Profesja: szeregowy członek TR.
Prośby*: Prosiłabym o występowanie pokemonów, jak w grze - czyli mówiąc krótko - bez pozostałych trzech generacji :D (druga może jedynie w postaci pokemonów przyniesionych przez trenerów lub migrujących z Johto). Gra jest na podstawie mangi Pokemon Special, jeśli jej nie znasz to... um... albo doczytać, albo mogę streścić ten wątek... ale wydaje mi się, że znasz, bo widziałam posty w wiadomych tematach. Prosiłabym nieco bardziej na poważnie - w znaczeniu, że tak pokemony, jak i ludzie MOGĄ ginąć (coś czuję, że będę tego żałować :D). Gra trudna, ale nie niemożliwa, jeśli można :P

Oj, stare podanie, nieco je zremasterowałam, ale nieszczególnie. Zawsze miałam słabość do Złych Zespołów i gier w ich realiach, sese...


--------------------
Pokemon Parody - F4 56/59 rozdziałów zamieszczone
Następny rozdział: Rūno
Ostatni napisany rozdział: Brunon Brudno

Pokemon Black and White (tom 2)
Następny rozdział: 6. Wiedza kontra wiedza - wersja druga
Ostatni napisany: 8. Za śladami!

Hard Non-Evo Challenge
Gra: Random Red
Zasady:
* Można złapać tylko pierwszego pokemona na drodze.
* Absolutny zakaz ewolucji (tak do łapania, jak i w trakcie gry).
* Śmierć jest śmierć (utrata przytomności = pokemon wypada z gry).
* Użycie przedmiotów i ich ilość dowolna.
* W jednym sklepie zakupy robimy tylko raz.
* Wczytywanie save'ów dowolne.
* Save tylko w Centrum Pokemon.
* Gymy na raz (po wejściu do gymu trzeba go przejść, nie ma latania do Centrum Pokemon w trakcie).



Pokemon Parody - Yellow Version ZAKOŃCZONE

Alter Pokemon Parody 1/12 opowiadań napisanych
Opowieść Porucznika: 3/6 zamieszczona
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Chay
post pią, 01 lut 2013 - 00:32
Post #7


#C5B358
Grupa: Użytkownicy
Postów: 567
Rare Candy: 0



Przyjęta

Świetne podanie. Brak kretyńskich i zbędnych opisów, szybko, ładnie i przyjemnie. Tak jak lubię. Gra dzisiaj po południu ;)


--------------------
Sygnatura

MG: Messi
Postać: John Carter
Wygląd: Chłopak. Tak, to już wiele mówi. Dokładniej? Nie różni się niczym nadzwyczajnym od przeciętnych osób w jego wieku. Bluza wraz z czarnym drasem, oplatana złotymi motywami (frotka, nogawki). Twarz zawsze uśmiechnięta i napawajaca optymizmem, wyraźne rysy i lekka grzywka opadająca na czoło.
Wiek: Sweet Sixteen
Przedmioty: Pokedex
Kasa:
Pokemony:
1.user posted image
Imię: #133Eevee - Sandy
Płeć: Men
Typ: Normalny
Ataki: Uderzenie ciałem (Tackle), Piaskowy atak (Sand-attack), Ugryzienie (Bite), Szybki atak (Quick Attack), Drapanie (Scratch), Cios błotem (Mud-slap)
[center]Pokemony w boxie:[/center]

[center]Towarzysze:[/center]

Pokemony:
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Chay
post czw, 27 mar 2014 - 17:50
Post #8


#C5B358
Grupa: Użytkownicy
Postów: 567
Rare Candy: 0



Cichaczem przypomnę o wolnych miejscach.


--------------------
Sygnatura

MG: Messi
Postać: John Carter
Wygląd: Chłopak. Tak, to już wiele mówi. Dokładniej? Nie różni się niczym nadzwyczajnym od przeciętnych osób w jego wieku. Bluza wraz z czarnym drasem, oplatana złotymi motywami (frotka, nogawki). Twarz zawsze uśmiechnięta i napawajaca optymizmem, wyraźne rysy i lekka grzywka opadająca na czoło.
Wiek: Sweet Sixteen
Przedmioty: Pokedex
Kasa:
Pokemony:
1.user posted image
Imię: #133Eevee - Sandy
Płeć: Men
Typ: Normalny
Ataki: Uderzenie ciałem (Tackle), Piaskowy atak (Sand-attack), Ugryzienie (Bite), Szybki atak (Quick Attack), Drapanie (Scratch), Cios błotem (Mud-slap)
[center]Pokemony w boxie:[/center]

[center]Towarzysze:[/center]

Pokemony:
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Panelek
post pią, 04 kwi 2014 - 18:09
Post #9



Grupa: Użytkownicy
Postów: 1
Rare Candy: 0



Imię: Ricardo "Rico"
Nazwisko: Tossi
Płeć: Chłopak
Wiek: 16 lat
Wygląd postaci: Młody, niewysoki, szczupły chłopak, o przeciętnej urodzie, hebanowych włosach i amarantowych oczach. Tak ogólnie, to niczym niewyróżniający się z tłumu młodzieniec. To właśnie jest główną zaletą Ricardo. Mierząc raptem 174cm i mając co najwyżej 85cm w klatce piersiowej, zawsze jest postrzegany jako słabeusz i mało kto zwraca na niego uwagę. No bo jak może komuś zaszkodzić ktoś, kto ma ręce jak zapałki, a sam wygląda jak uschły patyk. Nikt nie podejrzewa, że pod tą marna powłoką, kryje się spora siła, zręczność, zwinność i kondycja, które zostały wytrenowane przez lata ciężkiej pracy i ucieczek przed policją, a także właścicielami cennych przedmiotów, które zazwyczaj znajdowały się w plecaku chłopaka, gdy ten szybkim ruchem przeskakiwał przez ogrodzenia. Może i Rico nie jest jakimś prawdziwym siłaczem, ale na pewno starcza mu energii, by nosić swój ulubiony, nowiuśki plecak sportowy. Oczywiście nie tylko plecak kryje jego wątle ciało. Zazwyczaj nosi lekkie i nie krępujące ruchów ubrania, gustując w przeróżnych barwach. Długie spodnie bojówki, zapewniające mu wystarczającą ochronę przed zimnem, jak i swobodę biegu, podkoszulek, lekka bluza z kapturem, a wszystko zwieńczone jakimś płaszczem, bądź rzadziej kamizelką. Resztę ubioru stanowią czarne, sportowe buty.
Charakter postaci: Widząc Ricardo pierwszy raz, można by sobie pomyśleć, że to wiecznie uśmiechnięty, z optymizmem patrzący w przyszłość młodzieniec. Zasadniczo rzecz biorąc, to tak właśnie jest. Przynajmniej przez większość czasu. Mimo ciężkiego dzieciństwa, które dało mu mocno w kość, Rico podchodzi do wielu spraw z sporą ilością luzu. Nie można mu jednak zarzucić roztrzepania, czy też niedbałości o różnego rodzaju szczegóły. Paskudny fach złodzieja, wyuczył w nim przynajmniej dbałość o drobnostki, zarówno w planowaniu, jak i w działaniu. Metodyczny, skrupulatny obserwator.
W stosunkach międzyludzkich zachowuje się jak najbardziej normalnie, chodź nie lubi się zbytnio rzucać w oczy, ani zwracać swoją osobą szczególnej uwagi. Chodź preferuje drobną samotność, szczególnie w porach nocnych, to nie jest pustelnikiem. Szczególnie, jeśli chodzi o kontakty damsko-męskie.
Odnośnie zachowania do pokemonów, to nigdy nie myślał o tym, by być jakimś konkretnym trenerem. Z drugiej strony nie marzy mu się nadmierna pobłażliwość, czy też drastyczność w stosunku do tych stworków. Nie mając zbyt dużego doświadczenia w bliższych kontaktach z nimi, trudno jest wskazać jakieś konkrety w jego postępowaniu.
Ogólnie Ricardo to nieustępliwy młodzieniec, który z zapałem robi to co lubi. Wyuczone w dzieciństwie wytrwałość i hart ducha, a także optymizm, pozwalają mu utrzymywać wysoko podniesioną głowę, nawet gdy wszystko się wali. Chodź także i jemu zdarzają się chwile załamania, które zazwyczaj rozwiązują godziny rozmyślań pod rozgwieżdżonym, nocnym niebem.
Region: Kanto
Miasto Początkowe: Pallet Town
Starter: Heracross
Historia: Początek wspaniałej historii życia Ricardo rozpoczął się dość dawno, bo aż szesnaście lat temu. Co bardziej wścibscy i wierzący w przeznaczenie ludzie, mogli by uznać, że było to nawet dwa lata wcześniej, gdy to pierwszy raz na małej, leśnej łączce spotkała się dwójka dwudziestoośmioletnich trenerów. Mimo, iż wtedy stali na przeciwko siebie, ona: wysoka, bogato obdarzona przez naturę, zadziorna brunetka, której błękitne oczy pałały chęcią zwycięstwa i pewności siebie Katherina, oraz on: równie wysoki, dobrze zbudowany blondyn, pełen spokoju i dżentelmeńskiego ułożenia James. Właśnie te dwie odmienne osobowości, tocząc zażarty pojedynek, zapałały do siebie przepotężnym uczuciem jakim jest miłość. W takich o to okolicznościach doszło do utworzenia się nowej pary zakochanych ludzi, którzy porzuciwszy trenerskie życie, osiedlili się w regionie Kanto, w ogromnym Celadon City. Mimo, iż pracowali jako zwykli kasjerzy w Celadon Department Store, to ich pensje wystarczyły, aby żyli godnie, a także by mogli przygotować się na narodziny ich pierworodnego. W końcu nadszedł ten dzień, który odmienił życie wielu, ludzi...

W ciepłe, chodź lekko pochmurne popołudnie, na świat przyszedł malutki, różowiutki, łysy jak zapałka noworodek, którego rodzice zgodnie ochrzcili Ricardo. Chodź chłopiec urodził się jako wcześniak, przez pierwsze trzy miesiące rozwijał się wyjątkowo dobrze. Szybko nabrał na masie, korzystając z dobrodziejstwa w postaci mleka matki. Niestety przyjemności skończyły się wraz z urlopem macierzyńskim. Kate musiała wrócić do pracy, której i tak omal nie straciła. Ciężko pracujący ojciec również nie mógł pozwolić sobie na wolne, tak więc obowiązek opieki na dzieckiem, spadł na zadowolonych z tego faktu rodziców James'a.

Rico, w przeciwieństwie do innych dzieci wychowywanych przez dziadków, nie był rozpieszczany i obdarowywany masą prezentów. Zarówno Klara, jak i Eustachy byli ludźmi starej daty, którzy dobrze znali życie i wiedzieli, że nic samo nie przychodzi. Właśnie na taki surowy świat, chcieli przygotować swego wnuczka. O dziwo, młodziutkiemu Ricardo to nie przeszkadzało. Dziesięciolatek zdawał się rozumieć, że wszystko kiedyś będzie musiał sam zdobyć, własną siłą, inteligencją i humorem, którego mu nie brakowało. Może takie podejście do życia, było spowodowane dorastaniem wśród ciężko pracujących rodziców, a może z wrodzonego charakteru. W końcu każdy jest już w jakiś sposób ukształtowany gdy się rodzi, a to kim się stajemy, to zbiór wszystkich cech nabytych i wrodzonych.

Miesiące mijały, a naszemu protagoniście stuknęło czternaście lat. Był to wspaniały czas, gdy większość nastolatków kończyła szkołę. Cóż, nie każdemu udawało się zdać ostatnią klasę i tym samym otrzymać możliwość rozpoczęcia swej trenerskiej podróży. Rzecz jasna Rico to nie ominęło. Ukończywszy ósmą klasę z czwórkami i kilkoma piątkami na świadectwie, mógł w końcu opuścić rodzinny dom. Nie, nie to że było mu w nim źle. Wręcz przeciwnie. Chłopak, który z małego, pomarszczonego zwoju skóry, wyrósł na rosłego i całkiem przystojnego nastolatka, pragnął jedynie odciążyć swych ukochanych rodziców. Gdyby wyruszył w drogę, Katherine i James nie musieli by już tak ciężko pracować, aby utrzymywać swego syna, a dodatkowo on sam, mógłby przysyłać im pieniądze. W końcu jak powszechnie wiadomo, liderzy sal wypłacają okrągłe sumki za ich pokonanie. Może nie są to kokosy, ale takie kwoty wystarczyły by na spokojną emeryturę. Niestety dobrych ludzi, dbających bardziej o szczęście innych iż o swoje, zawsze spotyka coś złego. Tak też było i w tym przypadku.

Niecały tydzień, przed tak ważnym dniem w życiu każdego początkującego trenera, jakim jest czas wyboru pierwszego pokemona, w mieszkaniu Ricardo rozległ się dźwięk telefonu, który odebrała Kate. Dosłownie po kilku sekundach, krzyk i płacz dobiegające z przedpokoju, wypełniły wszystkie pomieszczenia. Telefonicznie podana wiadomość była straszna. Ukochany ojciec Rico miał ciężki wypadek w pracy, doznając poważnych obrażeń. Nie zwlekając ani chwili, matka z dzieckiem udali się do szpitala, w którym to operowany był James. Ciężkie to były chwile dla tej rodziny. Po kilkugodzinnej operacji, nadszedł lekarz z wyrokiem.
-Pani mąż... żyje. Niestety nie udało nam się usunąć połamanych kości jednej z nóg. Nie mogąc ryzykować, musieliśmy... amputować uszkodzoną kończynę.
Ciężkie były to chwile dla całej familii Tossi. Ricardo nawet nie myślał o tym, żeby odebrać należnego mu pokemona. Nie było to obowiązkiem, więc nikt się do niego nie zgłosił, tym samym zamykając mu możliwość pozostania trenerem pokemon, jednocześnie otwierając drzwi do całkiem innego świata. Świata strachu i zbrodni.

Pogodziwszy się z całkowitą utratą szansy na pozyskanie własnego pokemona i ruszeniem w świat, Rico zabrał się za ciężka pracę, aby wspomóc trzyosobową rodzinne. Pensja Kate była zbyt mała, a renta którą otrzymywał James, wystarczyła raptem na leki. Mając czternaście lat trudno było mu znaleźć coś opłacalnego, tym bardziej, że nikt nie chciał zatrudnić nieletniego. Roznoszenie gazet i ulotek, prace ogrodnicze, czy późniejsza praca jako goniec w tak dużym mieście, przynosiły stanowczo za mało dochodu. Ricardo męczył się tak cały rok, dopóki na jego drodze nie stanęła nowa sposobność na zarobek. Była nią kradzież. Czynność, którą kiedyś młodzian uważał za coś niewybaczalnego. W końcu jak można obrobić kogoś, komu podobnie jak nam, ciężko się żyje. Niestety, ale tylko tacy ludzie byli podatni na utratę swych dóbr. Bogatsi mieszkańcy Celadonu mieli ochronę, ogrodzenia z monitoringiem i co najgorsze, wpływy, aby takiego złodzieja dorwać. Piętnastolatek nie widział jednak innego wyjścia, więc gdy nadarzyła się okazja, skorzystał z niej. Wszystko to zaczęło się od pięćdziesięciu dolarów...

Nocne spacery po przygranicznych terenach miasta, były jedną z ulubionych czynności chłopaka. Uwielbiał tą mroczną porę, ze względu na spokój i ciszę, która wtedy panowała. To właśnie wtedy mógł pozwolić sobie na rozmyślania o swym marnym życiu i o tym, jak tu może jeszcze pomóc rodzinie. Marzył także o utraconej kiedyś szansie zostania trenerem pokemon. Podróżowanie po nieznanym mu regionie, poznawanie nowych ludzi i toczenie pojedynków pokemon. Było to jego najskrytsze marzenie.
Wychodząc prawie w dzikie tereny, wędrował na okoliczne wzgórza, aby tam znajdując sobie przytulną miejscówkę, patrzeć na oświetlone miasto. Podczas jednej z takich wypraw, przysiadł na niewielkim pagórku, łączącym się z lasem. Pogrążywszy się w swych myślach, położył się, aby móc poobserwować gwiazdy. Ni stąd, ni zowąd, nad jego głową pojawiło się dwóch drabów, którzy szybko postawili go do pionu. Mężczyźni wyglądali tak jak przystało na zawodowych złodziei. Czarny strój, kominiarki itd. Wyposażenie w latarki i dwa płócienne worki z brzęczącą zawartością, wpatrywali się w umierającego ze strachu dzieciaka.
-Słuchaj gówniarzu! Siedź cicho, to nic Ci się nie stanie! Jasne!?- warknął jeden z rabusiów, po czym przykucnął, ciągnąc za sobą Rico, aby kontynuować swoją wypowiedź.
-Zaraz przebiegnie tędy stado psów i jeśli chcesz żyć, to lepiej powiedz im, że pobiegliśmy na wschód, do lasu! Inaczej będzie z Tobą źle! Zrozumiałeś!?- ponownie rozległ się niski i złowieszczy głos bandyty, który tym razem dodatkowo potrząsnął zwiotczałym ciałem młokosa.
-Zrozumiałeś?!- krzyknął ponownie.
-Nie strasz go, bo nic z tego nie będzie!- odezwał się drugi, odkładając swój wór na ziemię.
-Trzymaj mały! Tu masz pięćdziesiąt dolarów! Weź je i zrób dobry uczynek, pomagając bliźnim.- dokończył, po czym wcisnął lekko pomięty banknot w dłoń, o dziwo, spokojniejszego już Ricardo, który tylko przytaknął na znak, że zrozumiał.
-Dobra, to załatwione! Bierz teraz dupę w troki, bo w końcu sami damy się złapać!- ponownie odezwał się pierwszy.
Nim tych dwóch bandziorów zdążyło się zebrać i zniknąć w krzakach na zachodzie, amarantowym oczom ukazała się częściowa zawartość złodziejskiego łupu. Masa balli, lekarstw i wszelakiego innego sprzętu, który można dostać w każdym PokeMarcie.
Chwilę po tym jak został sam z całą tą sytuacją i kawałkiem papierku o dużej wartości, do jego uszu dobiegł kolejny głos, tym bardziej kobiecy.
-Stać! Policja! Nie ruszaj się Ty bandyto! Mam jedne...! Ej, nie czekajcie! To jakiś smarkacz!
Policja! No tak, w końcu z jakimi "psami" ścigającymi bandytów, można by porozmawiać?! Jednak nie to zaprzątało głowę piętnastolatka. Ważniejszym była myśl o decyzji, którą tu podjąć. Postąpić wbrew prawu i zmylić pościg czy też może zachować się jak porządny obywatel i pomóc. Jednak co jeśli zabiorą mu pieniądze np. jako dowód rzeczowy. Dla jednych chciwość, dla innych kontynuacja chęci pomocy rodzinie. Każdy mógł odebrać to jak chciał. W każdym bądź razie Rico wydobył z siebie tylko dwa słowa, nim ktokolwiek, zdążył go zapytać o cokolwiek.
-T-tam, na ws-www-wschód.
Tyle wystarczyło, by prowadząca pościg Oficer Jenny, dała innym znak do kontynuowania pogoni.
-Lepiej wracaj do domu mały. Zaraz kogoś Ci przydzielę, by Cię odprowadził.
-Nie, nie. Nie trzeba. Sam trafię. Mieszkam w pobliżu.
-No dobrze, niech Ci będzie. Tylko idź prosto do domu.
Wykrzesawszy z siebie tylko to jedno zdanie, ścisnął w mocno dłoń z banknotem, po czym pędem ruszył w dól zbocza, chcąc jak najszybciej zniknąć z oczu policji.
Chodź samemu nie brał udziału w kradzieży, której cel dobrze znał, tym bardziej, że i teraz musiał przejść obok rozprutego sklepu, to czuł się jak gangster. Dosłownie. Nie było to uczucie karcące, czy takie które siada na sumienie, ale takie podnoszące poziom adrenaliny we krwi, a także samopoczucie. Przez chwilę czuł się jak szef jakiejś organizacji przestępczej, która dokonała światowego przekrętu. Z takim właśnie podejściem dotarł do domu, gdzie mógł się z tym wszystkim na spokojnie przespać i podjąć jedną z najważniejszych decyzji w swym życiu. Nadal pracować za marne grosze i żyć w cieniu wielkiego miasta, czy też może rozpocząć przestępczą działalność.

Czas mijał, a Rico przekroczył wiek szesnastu lat. Jego doświadczenie branżowe zapunktowało w nowe umiejętności. Rzecz jasna, mowa tu o fachu złodzieja. Chodź wciąż pracował jako goniec dla jednych z firm kurierskich, obsługując całe Celadon City, a czasem także i okoliczne miasteczka, to dodatkowo działał także jako złodziej. Jego celem nie były piękne domostwa, banki czy duże sklepy, ale zwykli ludzie. Był po prostu kieszonkowcem. Dzięki kondycji jaką posiadał, a także małym zdolnością akrobatycznym (parkour), potrafił dostać się niemal w każde miejsce, gdy przychodziło mu uciekać przed rozwścieczonymi ofiarami i policją. Chodź parał się tak haniebnym zajęciem, to jednego nie można mu było wypomnieć. Zawsze okradał tylko tych, dla których utrata portfela czy naszyjnika, to tylko cząstka posiadanego majątku. Tak, był złodziejem, ale nigdy nie ruszył biedniejszego, kaleki, a także podróżującego trenera. No, może bez paru wyjątków. Tak jak to bywa w życiu każdego dobrego złodzieja, w końcu trafia się okazja, aby zakończyć swą karierę. Niestety, Rico aż tak dobrym nie był. Bardzo często zdarzały mu się wpadki, z których ratowała go szybka ucieczka, więc gdy tylko miał możliwość zrezygnowania z tego, od razu to uczynił.

Wszystko zaczęło się od zwykłego, acz pilnego zlecenia w pracy. O dziwo, zleceniodawca poprosił, aby to właśnie Rico dostarczył pakunek, który mając dwadzieścia na dwadzieścia centymetrów, bez problemu zmieścił się do jego plecaka. Jedynym problemem było to, że cel dostawy znajdował się na drugim końcu miasta, a zadaniem młodzika było dostarczenie tego w ciągu godziny.
-Przepraszam szefie, ale to jest niewykonalne. Nie ma takiej możliwości bym zdążył.
-Wybacz Ricardo, ale nie interesuje mnie to. Albo się wyrobisz, albo stracisz pracę.
-No bez jaj! Jak mam to niby zrobić?
-Nie wiem i to nie mój problem. Lepiej się rusz, bo zostało Ci tylko pięćdziesiąt siedem minut.
Czarne myśli naszły chłopaka. Jeśli straci pracę, to będzie musiał chyba na stałe zostać złodziejem, co wcale mu się nie uśmiechało. Nie tracąc ani chwili, zbiegł po schodach, wyprzedzając windę, by już po minucie być na zewnątrz. Kroki swe skierował do bramki, przy której przypiął swój ukochany rower. Widok, który tam zastał, całkowicie go przeraził. W jego wspaniałym rowerze, tym który miał mu zapewnić zwycięstwo w tym trudnym zadaniu, był flak. Felga tylnej opony stała na płaskim, sflaczałym kawałku gumy. Nie mając innego wyboru, Rico ściągnął ramiączka plecaka, a także przypiął środkowy pas, obejmujący go w talii, tak by nic mu nie przeszkadzało w biegu. Sprintem, bo tak można było tylko nazwać styl poruszania się, w który się puścił, gnał przez środek zakorkowanej ulicy, omijając oblężone chodniki. Korzystając ze swych akrobatycznych umiejętności przeskakiwał nad samochodami, które torowały mu drogę. W końcu dotarł do parku, w którym naprawdę mógł się wykazać. Ławki, krzaki, murki czy siatki ogrodzeniowe, a nawet dziecięcy wózek. Wszystko to omijał, wykonując efektowne monkey vault, gate vault, one hand vault czy lazy vault. Mimo niebotycznych przeszkód, nadrabiał swą trasę różnymi skrótami. W końcu, po straszliwym wysiłku dotarł do wschodniego wyjścia z miasta, gdzie czekać miał na niego odbiorca paczki. Ku jego przerażeniu, nikogo tam nie było. Wszystko wyjaśniło spojrzenie na zegarek, którego stoper wskazywał sześćdziesiąt cztery minuty. Widok tych kilku cyferek przeraził Ricardo. Wiedział, że jego szef nie jest gołosłowny i jeśli coś powie, to tak się stanie. Nie dowierzając w całą tą sytuację, przez następną godzinę błąkał się po okolicznych terenach z nadzieją, że odnajdzie osobę, której będzie mógł oddać pakunek. Całkowicie wykończony w końcu się poddał. Załamany nie myślał nawet o tym by wrócić do firmy. Jeszcze będą mieli okazję aby go wyrzucić. Ze szklistymi od łez oczami, ruszył w kierunku domu, aby przekazać swym rodzicom złe wiadomości.

-Że co?! Ale jak to?! To wszystko wasza sprawka?!- ugiętym i zrozpaczonym głosem odezwał się Rico.
-Bardzo Cię przepraszamy synku. Nie wiedzieliśmy, że będzie Cię to kosztować tyle wysiłku. Gdybyśmy zaproponowali Ci to wprost, nigdy byś się nie zgodził- odpowiedziała mu matka, z równie wyczuwalnym wzruszeniem w glosie.
-Widzisz Ricardo. Jest tak...- odezwał się ojciec- W końcu trafiliśmy sporą wygraną w Loterii prowadzonej przez nasze miasto, więc postanowiliśmy umożliwić Ci spełnienie swoich marzeń. Chcielibyśmy, abyś w końcu wyruszył w swoją podróż pokemon.
Świat na chwilę stanął w miejscu. Perfidny podstęp rodziców stracił na znaczeniu. Amarantowe oczy ponownie pokryły się łzami, tylko że tym razem wywołanymi szczęściem. Chłopakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Ściśnięte gardło nie pozwalało mu wypowiedzieć ani słowa, więc tylko przytulił mocno rodziców, którzy podobnie jak i on, rozpłakali się ze szczęścia. To była piękna chwila, która była początkiem kolejnego, nowego życia dla Ricardo.

Początek swej pokemonowej przygody, młodzieniaszek rozpoczął w mieście Saffron City, gdzie z żegnał się z rodzicami. Uścisnąwszy ostatni raz ukochanych, popędził szybko do ostatniego wagonu Magnetycznego Pociągu, który miał go zawieźć do Pallet Town. To właśnie w tym mieście miał wybrać swojego pierwszego pokemona z pośród tych, które miał mu dostarczyć ktoś z jednej, z tamtejszych hodowli.
Siedząc jak narazie samemu w jednym z przedziałów, kurczliwie trzymał swój nowy, większy, acz wciąż dobrze dopasowany plecak, w którym to znalazł się cały potrzebny mu sprzęt. Plecak był dość drogi i specjalnie przygotowany do tego typu podróży. Wzmocnione ścianki i ramiączka, masa kieszonek no i oczywiście podwieszane miejsce na śpiwór, który również posiadał. W środku tego cudeńka, znajdowały się wszelakiej maści przedmioty potrzebne trenerowi. Nowiuśki PokeDex z powiększoną bazą danych o pokemonach, ich atakach i zdolnościach, pięć pokeballi, potion, antidotum. Leżał tam także portfel z tylko 500$, bo więcej nie chciał przyjąć, a także MP3, scyzoryk, latarka, paczka zapałek, trzy komplety bielizny i koszulka na zmianę, cztery kanapki i butelka wody. Dodatkowo jego nadgarstek zdobił nowy, naręczny C-Gear, służący mu za zegarek, komunikator do wideo rozmów, mapę i notatnik. Tak przygotowany czekał tylko na stację końcową, gdzie miał spotkać się z osobą odpowiedzialną za jego pokemona.
Pociąg w końcu dotarł do celu - Pallet Town. Miasto to było niewiarygodnie duże, więc na początku łatwo stracić w nim orientację. Póki co jednak musiałem odnaleźć człowieka, który dostarczy mi startera. Gdy wyszedłem na peron, z całym swoim bagażem, zobaczyłem masę ludzi, biegających bez ładu i składu, tam i z powrotem.
Jeszcze nigdy nie był w tak ogromnym miejscu z takim tłumem ludzi stojących lub biegających wokół niego. Peron przypominał zwykłą stację, z której odjeżdżał, lecz ta była w porównaniu do tamtej przynajmniej dziesięć razy większa. Na prowizorycznych ścianach mógł zobaczyć różnorodne ogłoszenia począwszy od "Sprzedam mieszkanie", aż po "Mechanik samochodowy poszukiwany". Do pomieszczenia można było wejść poprzez trzy pary obrotowych drzwi, które nie przestawały się kręcić. Po całej przestrzeni tego miejsca postawione były ławki, na których można było oczekiwać przyjazdu własnego pociągu. Jak u licha miał znaleźć przedstawiciela tej piekielnej hodowli? Wnet, zauważył pewną kobietę, która przypatrywała się mu od dłuższej chwili. Miała na sobie czarny T-shirt, czarne spodnie oraz czarny płaszcz, zaś jej długie włosy, które sięgały prawie do ziemi, miały olśniewająco jasny kolor. Ciągle zerkała na zegarek i tablet, po którym co chwila przejeżdżała palcem. Gdy go spostrzegła ruszyła w moją stronę, następnie zerknęła do swojego "komputerka", a potem ponownie na mnie.
- Ty jesteś Ricardo Tossi? Czemu twoja podróż trwała tak długo? Jesteś jeszcze dzieckiem! Zresztą nieważne, to na pewno ty, ponieważ zdjęcie się zgadza. No nic, przejdźmy zatem do interesów. Oto trzy pokemony, które dla ciebie wybraliśmy: Heracross typ robaczy i walczący, Skarmory typ stalowy oraz Elekid typ elektryczny. Chłopcze prosiłabym jednak abyś się pośpieszył, jestem strasznie zabiegana i nie mogę stać tutaj cały dzień. Wybieraj mądrze i szybko. - gdy to mówiła, pokazywała mu jednocześnie wygląd pokemonów na swoim tablecie. Niebezpiecznie byłoby w tym miejscu prezentować stworki w prawdziwej postaci, gdzie ktoś mógłby je zdeptać, dlatego też był to jedyny sposób.
Musiał się zastanowić jakiego pokemona wyborze, dlatego po krótkim namyśle odpowiedział.
-Nie ułatwiła Pani mi tej decyzji, ale zdecydowałem się, że wezmę tego żuka.
Odpowiedział wskazując Heracrossa.Chodź spodziewał się uzyskać trochę więcej informacji, to nie miał chęci na dalszą rozmowę z kobietą.Teraz liczyło się tylko odebranie startera i wybycie z dworca, aby odetchnąć świeżym powietrzem, a później nareszcie będzie mógł rozpocząć prawdziwą podróż.
Cel: - Rozwój swoich własnych umiejętności trenerskich, tak aby rodzice mogli być z niego dumni.
- Perfekcyjne wypełnienie każdego postawionego sobie zadania.
- Sięgnięcie po jak najwyższe miejsce w Turnieju Pokemon.
- Pochwycenie i wytrenowanie upatrzonych pokemonów.
Profesja: Trener
Prośby: ---
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Chay
post pią, 04 kwi 2014 - 19:47
Post #10


#C5B358
Grupa: Użytkownicy
Postów: 567
Rare Candy: 0



Tak, tak, tak...


--------------------
Sygnatura

MG: Messi
Postać: John Carter
Wygląd: Chłopak. Tak, to już wiele mówi. Dokładniej? Nie różni się niczym nadzwyczajnym od przeciętnych osób w jego wieku. Bluza wraz z czarnym drasem, oplatana złotymi motywami (frotka, nogawki). Twarz zawsze uśmiechnięta i napawajaca optymizmem, wyraźne rysy i lekka grzywka opadająca na czoło.
Wiek: Sweet Sixteen
Przedmioty: Pokedex
Kasa:
Pokemony:
1.user posted image
Imię: #133Eevee - Sandy
Płeć: Men
Typ: Normalny
Ataki: Uderzenie ciałem (Tackle), Piaskowy atak (Sand-attack), Ugryzienie (Bite), Szybki atak (Quick Attack), Drapanie (Scratch), Cios błotem (Mud-slap)
[center]Pokemony w boxie:[/center]

[center]Towarzysze:[/center]

Pokemony:
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Havok
post sob, 18 paź 2014 - 14:32
Post #11



Grupa: Użytkownicy
Postów: 1
Rare Candy: 0



Imię: Michael
Nazwisko*: Rogers
Płeć: Chłopak
Wiek: 13 lat
Wygląd postaci: Michael posiada śniadą cerę, blond włosy oraz zielone, błyszczące oczy. Na głowie nosi czerwoną czapkę trenera pokemon. Zwykle ubiera się w swoja ulubioną czerwoną bluzę oraz niebieskie jeansy. Na nogach nosi wygodne trampki, które nadają się idealnie do biegania. Jest średniego wzrostu chłopcem, który jest dość szczupły. W dzieciństwie dużo trenował dlatego nie stanowią dla niego problemu podróże nawet w bardzo nie przyjemnych warunkach.
Charakter postaci: Michael jest całkiem dojrzały mentalnie jak na swój wiek. Nauczony doświadczeniem nigdy nie podejmuje decyzji pochopnie, zawsze zastanowi się parę razy zanim dokona jakiegoś wyboru. Jest całkiem miłym i pogodnym chłopcem, w każdej sytuacji stara się dostrzec dobre strony. To całkiem odpowiedzialny człowiek, potrafi wsiąść na siebie odpowiedzialność za wszystko co zrobił. W kontaktach międzyludzkich jest przeważnie otwarty i bezpośredni, często wyraża swoje myśli wprost, bez ogródek co jest główna zaletą tego chłopca. O pokemonach wie całkiem dużo jak na swój wiek, potrafi je doskonale zrozumieć, zapewne dlatego że w dzieciństwie miał z nimi częsty kontakt, jest świadomy tego że pokemony to nie bezmyślne maszyny do walk, ale także maja swoje uczucia i myśli, dlatego stara się podchodzić do każdego pokemona inaczej, z uwagi na jego charakter.
Region: Kanto
Miasto Początkowe: Pallet Town
Starter: Bulbasaur
Historia: Jak to zwykle bywa, na początku był chaos! No może nie taki mitologiczny, ale spore zamieszanie jest, kiedy to dziecko przychodzi tak nagle na świat w świątecznym okresie, a tu na dworze zamieć i w ogóle pogoda taka, że uniemożliwia jakąkolwiek podróż. Więc co? Otóż Michael urodził się rzeczonego 24 grudnia, w godzinach późnowieczornych, w niezbyt cichym tego wieczora zaciszu domowym. I właśnie w takich warunkach pojawił się na świecie... Jednak zwykle narodzin się nie pamięta i zna się je jednie z opowieści innych, nie?
Wypadałoby więc przejść do jakichś momentów, które trzynastolatek ma możliwość jakoś znać, prawda? Pomijając fakt, że żyli sobie dostatnio, a niczego im nie brakowało, to wszystko było w porządku. Alabastia... Ich dom i ta wspaniała atmosfera w nim panująca. Niczego nie można było żałować! Wolne chwile spędzane na zabawie w ogrodzie, czy też pod czujnym okiem rodzicielki lub siostry blondaska. Gdzie natomiast był jego ojciec? Otóż znikał zwykle na dłuższe okresy w celach zarobkowych, aż pewnego razu zniknął po prostu... Tak na stałe... Niby z dnia na dzień... Wyruszył kolejny raz w podróż, jak to na kapitana statku przystało i nie wrócił. Tyle po nim widać, tyle słychać... Oczywiście rodzina próbowała go odnaleźć, ale raczej bez skutku. Zresztą zielonooki był wtedy zwyczajnym berbeciem w wieku zaledwie 4 lat, więc i pamiętać za wiele nie pamiętał o swoim rodzicielu, który za często czasu w domu też nie spędzał.
Wracając jednak do dziejów legalnego blondyna... Tak więc mniej więcej od wieku 4 lat wiódł swój żywot w niepełnej rodzinie, jakoś się zbytnio tym nie przejmując. W końcu po co płakać nad rozlanym mlekiem, zwłaszcza jeśli jest się otoczonym przez tyle przyjemnych rzeczy jak: kochający bliscy, czy też cudna parka Eevee należąca do jego mamy, która kiedyś tam dawniej, za młodu była koordynatorką. Dwa małe liskopodobne zwierzątka, z którymi mógł spędzać praktycznie cały czas. Co prawda jego mama miała teraz mniej czasu dla niego, ale mimo wszystko w ich domu panowała przyjemna, rodzinna atmosfera, a ponadto dzięki temu zacieśniły się nieco jego relacje z starszą siostrą. Mimo wszystko jednak, zamykanie się tylko na własny dom nie byłoby nudne, dlatego też właśnie ni to przypadkiem, ni to jakoś specjalnie poznał swoją sąsiadkę, a mianowicie ciemnowłosą dziewczynkę imieniem May, która tak jak on fascynowała się pokemonami. O tak! Tego mu było potrzeba! Osoby, z którą mógłby marzyć sobie i planować swoją podróż! Tym bardziej, że niedługo potem w takową wyruszyła jego siostra, co prawda odwiedzała ich co jakiś czas, jednak to tylko wzbudzało chęć wyruszenia własną ścieżką u blondaska, który jednak z nieznanych nikomu przyczyn nie wyruszył w wieku 10 lat, a raczej niedługo po swoich 13 urodzinach. Otóż powody mogą być różne... Lęk przed wyruszeniem? Nie... Raczej nie to... Bardziej chyba chodziło o niezbyt chętne pozostawienia rodzicielki samej w domu. Bądź co bądź jej ostatnie dziecko wybyłoby w świat! Jednak dlaczego akurat w tym momencie wyruszył w podróż? Prawdopodobnie dlatego, że parę dni wcześniej, znudzona i nieco podirytowana czekaniem na zielonookiego, w podróż wyruszyła jego najlepsza przyjaciółka, a gorszym być nie można, tak jak i łamać danego słowa, nie? Tak więc po wylewnych pożegnaniach i otrzymaniu odpowiednich porad dotyczących podróży, blondasek mógł ruszyć śmiało w drogę... Ale... Czegoś jeszcze mu brakowało? Tylko czego..? A tak! Jeszcze nie miał pokemona. Tylko skąd on go weźmie... A no z miejsca, do którego udaje się każdy po pokemona, czyli z laboratorium profesora. Jakby nie patrzeć, gdy dotarł na miejsce, czuł się dość... Przerażony? Tak... To chyba dobre określenie. Chociaż może raczej jego nastrój dało się określić słowami: "To mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla ludzkości", a raczej bardziej dla pokemonów! W sumie wybór jak się okazało miał dość okrojony... Ale i tak... Nawet jak z 3 pokemonów zostały już tylko dwa... To którego wybrać? Najchętniej by wziął dwa, ale niestety trzeba było wybrać jednego i żadne błagania ani prośby nie wpłynęły na opinię pana profesora. No, ale mus to mus... I tak jedno spojrzenie... Drugie... Trzecia... I pustka w głowie, chociaż... Zielony bardziej do oczu by pasował, nie? Może to właśnie dlatego, a może to przez jego słodkie spojrzenie, ale wybór padł właśnie na niego! A teraz... Po opuszczeniu pokemonowego labo... Przygodę czas zacząć, nie? Jakieś cele poza dobrą zabawą? Chyba nie... No może dogonić May i zostać super koordynatorem, bo niby czemu nie? W sumie odznaki zdobyć też można... Prawda? A może... Może nawet gdzieś tam daleko odnajdzie swojego rodziciela... Kto to wie? Jeśli w ogóle opłaca się szukać... W końcu jeśli gdzieś sobie bytuje i jakby chciał utrzymać kontakt to dałby znać!
Cel: Dążenie do rozwoju swojej drużyny oraz przeżycie niezapomnianych przygód ze swoimi pokemonami.
Profesja: Trener
Prośby*: ---

Ten post został edytowany przez Havok: sob, 18 paź 2014 - 14:33
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Bulbinek
post pon, 20 paź 2014 - 20:01
Post #12


Ja rozumiem wiele, ale dlaczego bulbadragosaur?
Grupa: Mod Globalny
Postów: 285
Rare Candy: 1



Podanie odrzucone z automatu jako plagiat. I ludzie, nauczcie się, że kiedy widzę gościa, którego pierwszym i jedynym postem jest podanie PBF-owe, to zawsze, absolutnie ZAWSZE sprawdzam tekst pod tym kątem. Krótko mówiąc: nie opłaca się kombinować. Serio.


--------------------
Go to the top of the page
 
+Quote Post

Reply to this topicStart new topic
1 użytkownik(ów) przegląda ten temat (1 gości i 0 anonimowych użytkowników)
0 Użytkownicy:

 



Expand

Shoutbox

Wersja Lo-Fi Aktualny czas: wtorek, 23 maj 2017 - 22:40
AntyGaming.com | j-music | j-rock